O MNIE

Nie zaczynałem z dobrych pozycji.

Mój tato zmarł, kiedy miałem 13 lat. Nie mówię o tym, żeby wzbudzić współczucie. Mówię o tym, bo to zdarzenie ustawiło całe moje życie na określonych torach — i przez wiele lat nie wiedziałem, czy to dobre, czy złe tory.

Z dnia na dzień stałem się „mężczyzną w domu”. Nikt mnie tego nie uczył. Nikt nie powiedział, co to znaczy. Po prostu tak to wyglądało.

Lekarze zakazali mi uprawiać sport.

Miałem astmę. Do 10 roku życia bardzo często chorowała i rzadko wychodziłem na zewnątrz, patrzyłem, jak inni grają w piłkę, a ja siedziałem w domu. Kiedy w końcu leki pozwoliły mi zacząć — rzuciłem się w sport z całej siły. Piłka nożna, koszykówka. Dwa razy wicemistrzostwo Krakowa w rozgrywkach licealnych. Myślałem, że sport będzie moją drogą. Marzyłem o karierze koszykarza.

Jedna przypadkowa rozmowa z kolegą to zniszczyła. Dosłownie jedno zdanie: „Rafał, ty ciągle masz problemy z pieniędzmi — z czego będziesz żył jako wuefista?”

I miał rację. Nie było nas stać na to, żebym przez pięć lat studiował dziennie i nie zarabiał.

Zaraz po maturze poszedłem do pracy. Miałem 19 lat i musiałem zarabiać.

Nie z ambicji. Z konieczności. Zacząłem jako pomocnik informatyka. Zderzenie ze światem dorosłych było brutalne. Wokół ludzie dużo starsi, często nieprzychylni, twardy świat korporacji. Nikt mnie tam nie czekał. Nikt mnie nie prowadził.

Nauczyłem się jednej rzeczy — że trudne doświadczenia albo Cię złamią, albo z nich coś wyciągniesz.

Lecz ja nie mogłem się poddać.

Zakładałem firmy. Jedna upadła i zostałem z długami.

Miałem 23 lata, firma w której pracowałem została postawiona w stan upadłości, a bezrobocie było bardzo duże i nie mogłem znaleźć pracy – myślałem nie wyjdę z tego , wszystko stracone..

Nie było stracone. Ale wtedy tego nie widziałem.

Ponieważ nie mogłem znaleźć pracy skupiłem się na budowaniu pierwszej firmy. Przez kolejne lata budowałem dalej. Firmy komputerowe, potem coś zupełnie innego — klub sportowy dla dzieci, który z małego pomysłu urósł do największej akademii sportowej na południu Polski. Trenuję dzieci i młodzież od ponad 20 lat. To jedna z niewielu rzeczy, przy których zawsze wiedziałem, po co wstaję rano.

Ale przyszedł moment, kiedy przestałem to wiedzieć.

Miałem wszystko, co miałem mieć.
Firmy działały. Rodzina była. Zdrowie dopisywało.
I gdzieś po cichu pojawiło się pytanie, którego długo nie umiałem nazwać: „I co z tego?”

Nie byłem smutny. Nie byłem zły. Byłem — pusty. Pracowałem coraz więcej, ale czułem coraz mniej. Byłem wypalony, choć przez długi czas nie umiałem użyć tego słowa.

Zacząłem czytać. Rozmawiać. Szukać. Zadawać sobie pytania, których wcześniej unikałem.

Nic z tego nie było łatwe.
Nie piszę Ci tego, bo mam wszystkie odpowiedzi.
Piszę, bo wiem jak to jest, kiedy ich nie masz.
Kiedy straciłeś kogoś ważnego za wcześnie.
Kiedy musiałeś dorosnąć, zanim byłeś gotowy.
Kiedy budowałeś latami i nagle nie wiesz, czy to, co zbudowałeś, jest tym, czego naprawdę chciałeś.
Kiedy dzieci wyrosły i już nie potrzebujesz tak jak kiedyś.
Kiedy przyjaciele gdzieś się rozproszyli. Kiedy masz za sobą dużo — i nie wiesz, co teraz.

Ta strona i kanał na youtube powstały dla mężczyzn.

Nie dla tych, którzy szukają kolejnej metody na sukces. Dla tych, którzy chcą zrozumieć po co.

Dzielę się tu tym, czego nauczyłem się przez 49 lat.

Nie teorią — życiem.

Staram się mówić o rzeczach, o których mężczyźni rzadko rozmawiają: O stracie. O wypaleniu. O sensie. O tym, jak nie dać się pochłonąć przez własne życie.

Jeśli coś z tego rezonuje — zostań.

— Rafał Chechelski